Nowości, tendencje, analizy, opinie

Dobre praktyki w handlu

14 Lip 2015 | opublikował | Kategoria: Najnowsze, Tendencje

bach

– Praca to mój drugi dom, a klientów traktuję jak rodzinę – mówi Anna Bach z Gdańska. Wraz z mężem założyła Firmę Handlowo Usługową „Janek” z punktami sprzedającymi m.in. prasę, którą dostarcza Kolporter.

Anna i Janusz Bach z handlem związani byli „od zawsze”. Na założenie własnej firmy zdecydowali się jednak dopiero pięć lat temu. – Firma powstała po przykrym rozstaniu się ze wspólnikami. Jednak pomimo tego, że rodziła się w efekcie mało przyjemnych okoliczności, to wszystko potoczyło się dobrze. Wprawdzie branża prasowa była wtedy dla nas nowością, ale szybko zaczęliśmy zgłębiać jej tajniki – opowiada pani Anna.

Oferta jak największa

Na początek małżonkowie przejęli punkt w pasażu handlowym na jednym z gdańskich osiedli. – Wcześniej mieściła się tu księgarnia – wspomina Anna Bach. – Sklepik nie był duży, miał 10 metrów kwadratowych powierzchni. Po roku rozbudowaliśmy go i dwukrotnie powiększyliśmy. Najpierw rozwinęliśmy ofertę prasową i zaczęliśmy rozszerzać asortyment. Wprowadziliśmy do oferty artykuły papiernicze, kartki okolicznościowe, wyroby tytoniowe, możliwość opłaty rachunków. Teraz mamy już tutaj dużą grupę stałych klientów. Odwiedzają nas codziennie, a my znamy ich oczekiwania i upodobania.

Wkrótce firma rozrosła się o dwa kolejne punkty: kiosk w starej dzielnicy Gdańska oraz punkt w tunelu SKM. – Pierwszy z nich to takie miejsce spotkań i dyskusji „stałych bywalców” – śmieje się pani Anna. – Natomiast w drugim, z racji na lokalizację, klienci są raczej przypadkowi.

W każdym z punktów firmy „Janek” jest prasa dostarczana przez Kolportera, także lotto, wyroby tytoniowe i wiele innych produktów.

Liczy się atmosfera

Pani Anna skończyła studia z zarządzanie przedsiębiorstwem w Gdańskiej Wyższej Szkole Humanistycznej. – Owszem, ta wiedza przydaje mi się w obecnej pracy. Ale wszystkie wyuczone na studiach zasady bardziej sprawdzają się w sklepach wielkopowierzchniowych, gdzie klient jest anonimowy, a nacisk kładziony jest na sprzedaż, a nie atmosferę – podkreśla nasza rozmówczyni. – Natomiast dla nas najważniejsza jest właśnie atmosfera, która przyciąga i zatrzymuje klienta. To odróżnia nas od „molochów”.

Anna Bach przyznaje, że praca to jej drugi dom. Wprawdzie firma zatrudnia czworo pracowników, jednak sama z mężem też mocno angażuje się w sprzedaż i stale można ją zastać w jednym z punktów. Spędza w pracy po 10 godzin dziennie. – W związku z tym znam dobrze swoich klientów. Właściwie postrzegam ich jak rodzinę. Znam ich zamiłowania, charaktery i bliskich, a nawet psy – opowiada. – Każdy z naszych klientów traktowany jest indywidualnie, rozpoznawany na ulicy, pytany o samopoczucie. Staramy się spełniać oczekiwania ludzi, a w potrzebie służyć pomocą, wykraczającą czasami poza kompetencje „służbowe”. Kiedyś np. pewna klientka poprosiła mojego męża o kupienie szamponu dla psa i leków w aptece, do której miała zbyt daleko. Oczywiście spełnił jej prośbę. Lubimy i szanujemy naszych klientów, a oni odpłacają nam tym samym.

Pogodzić pracę i rodzinę

W tego rodzaju biznesie sprawdza się ci, którzy lubią bezpośredni kontakt z ludźmi, rozmowę i wymianę spostrzeżeń, są otwarci na innych. Zdaniem pani Anny umiejętne podejście do klienta to jeden z warunków powodzenia w tej branży. – Ważne jest, aby klient chciał do nas wracać i wychodził usatysfakcjonowany – podkreśla. – Trzeba również stale ulepszać ofertę handlową i wychodzić naprzeciw oczekiwaniom klienta, wtedy ludzie chętnie wracają.

Rozwój biznesu, zwłaszcza jeśli pielęgnujemy go od momentu „narodzin”, daje mnóstwo satysfakcji i radości. Trzeba jednak liczyć się z tym, że odbija się to na rodzinie. – Większość dnia oboje z mężem spędzamy w pracy. Nawet gdy zamykamy nasze punkty nie oznacza to końca zawodowych zajęć. Czeka nas jeszcze papierkowa robota, wykonanie przelewów, zrobienie zamówień. Dzieci wciąż narzekają, że za mało nas widują. Rekompensujemy im to w niedziele, kiedy pracę zostawiamy za drzwiami domu. Wtedy jesteśmy cali dla nich. Uważam, że wszystko można pogodzić. Trzeba tylko dużo samozaparcia, trochę szczęścia i pomocy bliskich osób.

Ewa Kłopotowska

Na zdjęciu: kontrahentka Kolportera Anna Bach (fot. Bartosz Bona)

Artykuł ukazał się w miesięczniku „Nasz Kolporter” (lipiec 2015)

Tagi: ,

Dodaj komentarz