Nowości, tendencje, analizy, opinie

Złodziej w sklepie

7 Paź 2008 | opublikował | Kategoria: Prawo, Problemy rynku

–  Złodzieje byli, są i będą – mówią właściciele sklepów. Z tą plagą nikt do tej pory nie zdołał sobie poradzić. Jak dużo jest kradzieży w sklepach, dokładnie nie wiadomo. To, o czym wie policja, to zapewne tylko niewielki procent tego zjawiska.

Oficjalnych statystyk nie ma. Sami właściciele sklepów też nie znają tak naprawdę skali tego problemu.  –  Nigdy do końca nie wiadomo, co zabrał złodziej, a jaka część strat jest winą pracownika – mówią.

– Szacujemy, że w ciągu roku w Olsztynie dochodzi do kilkuset bądź tysiąca takich przypadków – informuje Iwona Przybylińska z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie.

– „Ciemna liczba” tego typu kradzieży istnieje z całą pewnością- przyznaje Joanna Kącka z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. Najczęściej policja nie jest powiadamiana wtedy, gdy właściciel sklepu, po odebraniu towaru albo wyegzekwowaniu od nieuczciwego klienta zapłaty, rezygnuje ze składania zawiadomienia. Zdarza się też, że złodziej nie jest przyłapany na gorącym uczynku, a zniknięcie towaru jest ujawnione dopiero podczas remanentu. Wówczas straty są po prostu wliczane w koszty.

Każdy może być podejrzany

Z obserwacji policji wynika, że do kradzieży sklepowych najczęściej dochodzi w średnich i małych sklepach samoobsługowych. –  W sklepie samoobsługowym po prostu łatwiej coś ukryć, pozostając niezauważonym – mówi Iwona Przybylińska.

–  Z kolei najwięcej zatrzymań na gorącym uczynku jest w hipermarketach – dodaje Joanna Kącka. – Zdaje się jednak, że ma na to wpływ większa liczba pracowników ochrony i profesjonalny monitoring w takich miejscach i stąd właśnie ta większa wykrywalność.

W przypadku złodzieja sklepowego ani wiek, ani płeć nie grają roli. To może być każdy – elegancko ubrany starszy pan, miła pani w średnim wieku czy pryszczaty nastolatek.

– Kradną nawet dzieci – mówi Halina Biedrzycka, prowadząca sklep w Katowicach. – Albo panie w średnim wieku, które przychodzą do sklepu ze starą gazetą. Oglądają prasę, niepostrzeżenie podmieniają gazetę i wychodzą mówiąc bezczelnie, że niczego nie kupują.

Nawet kioski są narażone na kradzieże. I wcale nie chodzi o przypadki, kiedy ktoś się włamuje pod osłoną ciemności.

– Gdy wystawiałem na zewnątrz stojak z prasą, ciągle ginęły mi gazety – opowiada Andrzej Orzechowski, który prowadzi kiosk w Warszawie. – Teraz gazety trzymam w środku i jest spokój.

Złodziejskie sposoby

Złodzieje mają swoje wypracowane metody. Niektórzy wpadają do sklepu, w kapturze na głowie, aby zasłonić twarz, chwytają upatrzoną rzecz i znikają, zanim personel zdąży zareagować. Ci bardziej „subtelni” mogą „pracować” we dwóch lub nawet w większej grupie. Wtedy jeden zagaduje ekspedientkę, udając, że chce coś kupić, albo prosząc o pokazanie towaru leżącego na odległej półce, a pozostali kradną towar. Jeżeli nieostrożna ekspedientka nie zamknie kasy, „przy okazji” mogą  zniknąć też pieniądze.

–  W mniejszych sklepach, gdzie nie ma bramek elektronicznych, złodzieje wkładają przedmioty do torby czy kieszeni i po prostu wychodzą – mówi Iwona Przybylińska.  –  Sprzyjającymi kradzieżom porami roku są jesień i zima, gdy z powodu pogody ludzie ubrani są w kilka warstw odzieży, w grube kurtki. To ułatwia ukrycie skradzionych rzeczy.

W sklepach samoobsługowych można zdać się na „przypadek”. Przyłapany przy wyjściu złodziej może powiedzieć, że zwyczajnie zapomniał zapłacić. Albo przy kasie płaci za część towarów, a te, które chce ukraść, trzyma „na widoku”. Zagaduje przy tym kasjerkę tak, aby tylko część zakupów nabiła na kasę. Jeśli ekspedientka jednak się zorientuje, znów to samo tłumaczenie: zapomniałem.

–  Jeśli chodzi o ubrania, złodzieje zabierają po kilka rzeczy do przymierzalni, tam zdejmują zabezpieczenia, zakładają odzież na siebie i tak wychodzą ze sklepu – opowiada Iwona Przybylińska. –  Zabezpieczenia zdejmują zresztą z różnych towarów, nawet kosztem ich zniszczenia.

Inny sposób to przemetkowywanie – czyli przeklejanie kodów kreskowych z tańszych towarów na droższe. Złodzieje potrafią nawet radzić sobie z elektronicznymi bramkami przy wyjściach. Jeśli nie uda im się usunąć zabezpieczeń z towaru, to owijają je aluminiową folią. Wtedy czujnik przy bramce nie zareaguje. Zdarzały się też przypadki, gdy ochrona sklepów zatrzymywała klientów, wyposażonych w torby, od środka wyłożone taką folią. Bywa i tak, że rabusie współpracują ze sklepowym personelem.

Kradną, co się da

– Wszystko może paść łupem złodziei – począwszy od artykułów spożywczych, nawet najdrobniejszych, przez alkohole, ubrania, różnego rodzaju sprzęt – mówi Iwona Przybylińska.

–  Rzeczywiście, kradną wszystko, co się da – potwierdza Beata Cichoń, prowadząca sklep samoobsługowy w Poraju.

– Gadżety dodawane do gazet, testery lakierów czy cieni do powiek, czekolady, właściwie wszystko – dodaje Halina Biedrzycka. – Człowiek nie jest w stanie upilnować każdego. Złodzieje potrafią ukraść z półki całe zestawy kosmetyków.

–  Biorą rzeczy droższe, ale przy artykułach spożywczych nie wiem ile trzeba by tego wynieść ze sklepu, żeby uzbierało się na kwotę 250 złotych – dorzuca Beata Cichoń.

Ta suma akurat jest bardzo istotna. –  Jeśli skradzione rzeczy są warte mniej niż 250 złotych, mamy do czynienia z wykroczeniem i sprawa trafia do sądu grodzkiego. Jeżeli natomiast ich wartość jest większa, jest to już przestępstwo, które podlega pod postępowanie karne – tłumaczy Iwona Przybylińska z olsztyńskiej policji.

W sądzie grodzkim sprawca może zostać ukarany mandatem albo grzywną do 5 tysięcy złotych. Jeśli odpowiada za przestępstwo, grozi mu do 5 lat więzienia.

–  Warto podkreślić, że w przypadku przeklejania metek z cenami na towarach mamy do czynienia z oszustwem i w tym przypadku odpowiedzialność karna jest poważniejsza, od sześciu miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności – ostrzega Joanna Kącka z łódzkiej policji.

–  Co to za prawo? – denerwuje się Beata Cichoń. – Czy ktoś ukradł za złotówkę, czy za tysiąc złotych, powinien zostać ukarany tak samo. Kradzież to kradzież.

Nie wierzą w sprawiedliwość

–  W większych sklepach często złodziei zatrzymuje ochrona. Bardzo dużym ułatwieniem jest też monitoring. Choć zdajemy sobie sprawę, że nie wszystkich stać na jego zainstalowanie. W małych sklepach sprzedawcy po prostu muszą mieć oczy dookoła głowy – radzi Iwona Przybylińska. – Zresztą są to zwykle ludzie z dużym doświadczeniem, którzy doskonale wiedzą, jakie sytuacje powinny wzbudzić ich czujność. Np. gdy ktoś podejrzanie długo kręci się po sklepie.

– Wiele razy zdarzyło się, że pracownicy przyłapywali złodziei na gorącym uczynku. Zabieramy im wtedy towar i wyrzucamy ze sklepu – mówi Beata Cichoń.

–  Są tacy, którzy wracają. Ale wtedy ma się ich na oku. Jeśli kogoś przyłapiemy, to odbieramy mu skradzione rzeczy. Zwykle są to osoby z innych rejonów miasta – dodaje Halina Biedrzycka.

Czemu właściciele nie zawsze zgłaszają kradzież na policję?

– Po co? Żeby stracić czas? – irytuje się Beata Cichoń. – Kiedyś tak zrobiłam. Przyłapaliśmy złodzieja, przez dwie godziny składałam zeznania, a i tak nie poniósł żadnej konkretnej kary.

–  Miałam kilka włamań do sklepu. W większości przypadków śledztwa umorzono. Jeden raz policja przyłapała włamywaczy na gorącym uczynku. Ale zeznając później w sądzie na ich procesie czułam się tak, jakbym to ja była na cenzurowanym – żali się Halina Biedrzycka.

Handlowcy narzekają, że sprawy są umarzane, bo np. wartość skradzionych rzeczy jest niska. A w przypadku, gdy złodzieja nie udało się przyłapać na gorącym uczynku, a kradzież stwierdzono np. przy remanencie – sprawa w ogóle jest beznadziejna.

– Zawsze warto przyjść na policję – przekonuje Iwona Przybylińska. –  Często zdarza się bowiem, że złodzieje wracają do tych samych sklepów. Wówczas, jeśli wiemy o takiej sytuacji, wzrasta prawdopodobieństwo zatrzymania przestępców. Bywa też tak, że trafiamy do złodziejskich „dziupli”, w których znajdujemy rzeczy pochodzące z kradzieży.

–  Kradzieże były, są i niestety będą – wzdycha Halina Biedrzycka. – Trzeba się z tym liczyć w handlu.

Marta Barlicka

Tagi: ,

Dodaj komentarz